Elysium – minirecenzja

Za Filmwebem: "Garstka wybrańców żyje na luksusowej stacji orbitalnej, a reszta ludzi w przeludnionych miastach zdewastowanej Ziemi. Max, mieszkaniec planety, próbuje walczyć z niesprawiedliwym podziałem. " Tyle w teorii.
W praktyce film opowiada o złych bogaczach mieszkających na magicznym kole w kosmosie i Mattcie Damonie biegającym w mechanicznym szkielecie. Nic głębszego tu nie ma, bowiem w tym filmie o budżecie ponad 100 milionów dolarów większość kasy poszła na CGI, a nie na logiczny, przemyślany scenariusz. W dodatku nie wiem, skąd pomysł, że Max (główny bohater) próbuje walczyć z jakimkolwiek podziałem – po przeczytaniu tego zdania zapowiedzi miałem wrażenie, że właśnie obejrzałem zupełnie inny film.
Jestem w stanie przeżyć (czyt. nie narzekać na) płytkie filmy, jeżeli posiadają np. wciągającą akcję lub jej nagłe, ciekawe zwroty. Problem z Elysium jest jednak taki, że film – oprócz widowiskowych efektów specjalnych – nie broni się praktycznie na żadnym innym polu.

Podstawowym problemem jest przewidywalność scenariusza i płytkość postaci. Mamy bowiem zbudowaną przez bogaczy stację kosmiczną, na której wszyscy żyją wiecznie i młodo, w otoczeniu willi z zawsze zieloną trawą i maszyn leczących wszystko jarzeniówkami. Po drugiej stronie mamy zdewastowaną Ziemię, ludzi żyjących w ruinach itp. W tej oto scenerii mamy banalne postacie, jak chociażby:
- Matt Damon, jako Max, który przez większość czasu głównie strzela i wspomina miłość z dzieciństwa (by na końcu oczywiście ją uratować – to akurat żaden spoiler) oraz, na samym początku filmu, daje popis niewyobrażalnej wręcz głupoty, co pcha fabułę do przodu,
- Jodie Foster, grająca wredną, korporacyjną sukę – Minister Obrony Elysium,
- Wagner Moura, filmowy Spider, który chce zrobić z Elysium bajzel wpuszczając do środka kogo się da,
- Sharito Copley, jako psychopatyczny Kruger, przebywający na Ziemi agent Elysium.
Żadna z ww. postaci nie staje podczas filmu przed żadnym dylematem, który nie zakrawa o banał. W dodatku, niektóre z tych banalnych dylematów są wręcz przerysowane, co nadaje całości kiczowatego klimatu.
Odnosząc się do recenzji filmu na Filmweb, napisanej przez Michała Walkiewicza, cyt.
Pytanie, które zadaje Blomkamp (autor i reżyser – przyp. PN), obserwując starania bohaterów, jest ciekawe: dlaczego życzymy porażki możnym, którzy za własne pieniądze postanowili zagwarantować sobie bezpieczeństwo, a kibicujemy proletariatowi, który – było nie było – chce zrobić skok na cudzą kasę i przy okazji zamienić Elizjum w kolejny wielki śmietnik?
– osobiście nie kibicowałem żadnej ze stron, bowiem w swoich działaniach kierowały się one przez większość filmu niczym innym niż własnym egoizmem. W dodatku to też jest tylko moim domniemywaniem, gdyż bohaterowie w filmie mówią mało, a same dialogi niewiele wnoszą. Dużo więcej jest za to strzelania i wybuchów, które same w sobie nie byłyby złe, gdyby szły w parze z dobrymi zwrotami akcji. Tymczasem film jest aż do bólu przewidywalny.
Podsumowując, Elysium to film o banalnej fabule, płytkich bohaterach, za to z dużą ilością strzelania i wybuchów. Owszem, zaprezentowanie dwóch różnych światów, tytułowego Elysium i brudnej Ziemi, jest od strony wizualnej zrealizowane naprawdę dobrze – pytanie jednak czy warto tylko z tego powodu udać się na ten film do kina.